środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 7. Szept ze snu

Zmęczenie same dawało się we znaki. Ślepia zaczęły mi powoli opadać, aż w końcu je zamknęłam i zaczęłam śnić... Najpierw widziałam mrok, który zniknąć nie chciał wcale. W ciemności zauważyłam sylwetkę wilka. Czarnego jak noc bezgwiezdna, oczy krwiste lśniły w mroku. Basior wydawał się znajomy, ale kim mógł być? Przypomnieć nie mogłam sobie.
Coś leżało pod jego łapami. Przyjrzałam się dokładniej i choć widoczność była słaba zauważyłam rysy wilka, leżącego we krwi. Widok przeraził mnie jak zwykle. Sytuacja była podobna do tej co zdarzyła się w nocy. Czy przed de mną był sprawca? Kto to jest?
Oczy mordercy zwróciły się w moją stronę. Błysk w tych ślepiach oznajmiał tylko śmierć. Nim zdążyłam zareagować, basior był już obok mnie szepcąc do mnie tylko dwa słowa:
- Jesteś bezpieczna. - kątem oka zauważyłam jak jego pysk pokrywa delikatny uśmiech.
Poczułam ciepło na swym policzku. Objął mnie delikatnie. Ciało w dali usuwało się w cień. Zapominałam o nim. O krwi, o tamtym wilku. Poczułam, że na prawdę jestem bezpieczna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz