piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 6. Płomienny Wróg

Ku mym oczom ujrzałam przepiękne ruiny starego klasztoru , który niegdyś wznosił się na zboczu klifu , u wybrzeżu oceanu. Wiatr tu był silny ale przyjacielski. Zapach rozkwitających stokrotek na pobliskiej łące docierał aż tu. Pnącza , które już dawno owinęły się wokół ruin dodawały klasztorowi więcej uroku.
Zachwycając się pięknem ruin weszłam do nich przez stare , zniszczone drzwi , na których można było jeszcze ujrzeć krzyż. Kamienne płyty , po których szłam były zimne...
Nagle przystanęłam , bo ujrzałam coś co mnie kompletnie zachwyciło. Otóż przed de mną ukazał się stary witraż przedstawiający anioła.
- Nie wiem co powiedzieć... - byłam za bardzo oszołomiona pięknem witraża. - Oh , Sebastianie... - i tu mą wypowiedź przerwał szyderczy śmiech.
Natychmiast podniosłam łeb (zrobił to też Sebastian) i ujrzałam wilka z czerwoną włócznią jak płomienie ognia.
- Minęło sporo lat , Sebastianie...
- Ardor... (pl. żar) - wyszeptał Sebastian i stanął przed de mną...
Czuć było napiętą atmosferę. Ucichły ptaki , wiatr przestał wiać. Ardor uśmiechnął się tajemniczo. Sebastian wysunął swe jakże ostre pazury. I nagle , w mgnieniu oka rozpoczęła się walka. Sebastian majestatycznie "latał" po niebie robiąc różne obroty i atakując przy tym basiora. Natomiast Ardor zaciekle się bronił. W pewnej chwili zabłysł płomień , czerwono-żółty. Włócznia cała płonęła nie raniąc tylko Ardora. Walka była zaciekła , ja jedynie mogłam się przyglądać...
Trawa zaszeleściła , a drzewa jakby się kłaniały przed płomieniami. Kwiaty skryły się w cieniu , a ptaki odleciały z szybkim trzepotem skrzydeł. Słońce przysłoniły ciemne chmury burzowe. Jedyne światło , które błyskało się w około były przepiękne , czerwone płomienie.
Słychać jedynie było dźwięk stali uderzanej o pazury. Był to piękny , a za razem budzący dreszcz na plecach odgłos. Wiatr delikatnie muskał me ciało , a mój wzrok był skierowany ku walczącym. Zaciekła była to walka... Gdzieś pomiędzy płomieniami spostrzegłam czerwony błysk ale nie był to błysk ognia... Nagle na mój nos kapnęła kropla krwi. Starłam ją od razu , a gdy do góry się spojrzałam zobaczyłam widok nie spotykany.
Sebastian poderżnął gardło , jednym , niesamowitym ciosem. Krew spływała i tryskała... W ciele Ardora znalazła się także jego własna włócznia. Krzyk jego przerażenia , a za razem goryczy przegranej usłyszeć się dało z najdalszych zakątków terenu Watahy Black Wolves.
Z hukiem jego ciało opadło bezwładnie. Krew spływała po jego ciele , tworząc przy nim piękny strumień czerwony , który przez nierówność terenu zaczął spływać po stoku wzgórza , aż z cichym pluskiem wpadł do pobliskiej rzeczki. Sebastian stanął na ziemi , w ogóle nie zraniony.
- Heh... zniszczył takie piękne miejsce... cóż... - westchnął basior spoglądając na zwłoki.
Obrzydzał mnie widok krwi. Wtedy przez głowę przeleciało mi wspomnienie... Noc , którą znienawidziłam... Noc , która odebrała mi Azyla... Serce mnie zaczęło boleć. Zmasakrowane ciało ukochanego , to straszny był widok.
- Źle się czujesz...? - spytał Sebastian.
- Nie... - odparłam szybko.
Jednak wyczuł , że to sobie przypomniałam , bo przytulił mnie i pocałował w czoło... Ciepło jego ciała uspokoiło mnie , a pocałunek , choć tak delikatny i czuły , sprawił , że zapomniałam o tamtej nocy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz