Brzuch burczał mi głośno , więc łapczywie zaczęłam jeść zwierzynę. Po krótkim śniadaniu wyszłam na zewnątrz. Poranna rosa migotała wśród traw , ptaki latały z drzewa na drzewo , a lekki wiatr hulał po polanie.
Zaczęłam iść przed siebie mijając spokojny potok. Szum drzew był taki uspakajający , a śpiew ptaków był taki radosny. Z uśmiechem szłam przed siebie. Po tym nie długim spacerku doszłam do skarpy , z której widać było wielkie morze z białymi bałwanami...
Wzięłam głęboki wdech i wydech. Zamknęłam na chwile oczy by w spokoju
wsłuchiwać się w naturę. Usłyszałam wnet kroki , dostojne ale ciche...
Otworzyłam oczy i jednocześnie zwróciłam swój pysk w stronę
nadchodzącego. Nim był on... Sebastian. Kroczył w moją stronę. Serce
zabiło mi szybciej. Teraz dopiero spostrzegłam jaki on jest
przystojny... Stanął przed de mną i spojrzał w me oczy. Wiatr zawiał
przyjaźnie tańcząc jakby pośród traw. Staliśmy tak w milczeniu
spoglądając na siebie nieustannie. Wtem odzewał się pierwszy on...
- Hybrydo...chciałbym Ci coś pokazać. - powiedział tajemniczo. - Zamknij swe oczy , a gdy powiem już , twórz je znów.Wysłuchałam jego polecenia i zamknęłam oczy... Wiatr zawirował obok mnie i poczułam pod sobą , nie miękką trawę lecz zimne kamienne płyty... Otworzyłam oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz