Spacerowałam wraz z Azylem po polanie oświetlonej promieniami księżyca.
Gwiazdy świeciły jasno jak księżyc. Na niebie nie było żadnej chmury do
póki...
Nagle niebo przysłoniły czarne chmury. Podniosła się czarna tajemnicza
mgła. Ja i Azyl rozglądaliśmy się nie wiedząc co się dzieje. Po chwili
usłyszałam świst. Odwróciłam się. Ale nic nie zobaczyłam. Nagle
usłyszałam dźwięk , odwróciłam się w stronę Azyle jednak go już nie
było. Coś spadło mi na nos. Była to krew. Spojrzałam w górę.
Czerwony deszcz zwany też krwistym deszczem. Rozglądałam się za Azylem i
nagle tuż przed de mną spadł z nieba (dosłownie) martwy Azyl. Był
obtarty częściowo ze skóry. Nad Azylem zobaczyłam postać , nie człowieka
, jakiegoś zwierzęcia.
Mgła opadła , chmury odeszły. Postać zniknęła , a descz przestał padać. Podeszłam do Azyla cała zapłakana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz