piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 4. Stworzenie w mroku

Szłam samotnie po przez pustynię uschłej trawy. Zbliżała się jesień , więc ten widok nie zaskakiwał mnie. Złote drzewa uginały się pod wiatrem. Malutkie promienie słoneczne oświetlały lekko drogę ku północy. Wdychałam powietrze spokojnie i powoli by nacieszyć się pogodą , która jeszcze nie była taka zła.
Gdy mijałam już zakręt usłyszałam lekki szelest jednak nie zwróciłam uwagi na ten odgłos. Zachodni wiatr rozwiał mą grzywkę , aż gdy zbliżałam się ku Lasu Prawdy (Forest Truth) spostrzegłam coś co zaniepokoiło mnie. W głębi , między drzewami spostrzegłam płonące jak ogień oczy koloru czerwonego. Najpierw przez myśl przeleciała mi , że to mógł być Sebastian jednak ów stwór był większy. Jego aura zła otaczała go. Wiatr zmienił się na północny , a słońce całkiem znikło. Zanim się zorientowałam coś ugodziło mnie w klatkę piersiową. Złapałam się za ranę i spojrzałam za siebie. Jak cień przemknął koło mnie ten czarny stwór. Nagle usłyszałam skowyt bestii. Walczyła z czymś , a raczej z kimś. Po chwili wszystko ucichło...
Rozległ się krzyk , przeraźliwy krzyk.Kruki zakrzaczały na drzewach unosząc powłokę śmierci , a drzewa jakby kłaniały się przed panią Śmierci.
Gdy księżyc za głebi czarnych chmur wyszedł polanę oświetlił blask ów , a wtedy zobaczyłam Sebastiana stojącego nad martwym stworzeniem. Cały był we krwi , a wilk stwór zmasakrowany. Jego ciało leżało bez życia i w okolicy (1-2 metrów) widać było kości i kałuże krwi.
Sebastian spojrzał na mnie , a gdy przeniósł wzrok na mą klatkę pierwsiową od razu do mnie podszedł.
- Nic mi nie jest. - odparłam szybko.
- Nie... - przytknął swą łapę w miejscu rany.
[po 10 minutach]
Założył mi bandaż w pobliskiej jaskini. Rozpalił ognisko by było ciepło , a nawet upolował szarego zająca. Lekko uśmiechnęłam się do niego , a potem głosem wdzięczności powiedziałam :
- Dziękuję , że mnie uratowałeś , Sebastianie...
Po raz pierwszy wypowiedziałam jego imię. Spojrzał się na mnie , a potem podszedł powolnym krokiem. Z każdym krokiem przybliżał się do mnie... Był tak blisko... Jego odech było już czuć... Aż wyrwałam się sama i pocałowałam go tak jak nikogo przedtem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz