Zmęczenie same dawało się we znaki. Ślepia zaczęły mi powoli opadać, aż w końcu je zamknęłam i zaczęłam śnić... Najpierw widziałam mrok, który zniknąć nie chciał wcale. W ciemności zauważyłam sylwetkę wilka. Czarnego jak noc bezgwiezdna, oczy krwiste lśniły w mroku. Basior wydawał się znajomy, ale kim mógł być? Przypomnieć nie mogłam sobie.
Coś leżało pod jego łapami. Przyjrzałam się dokładniej i choć widoczność była słaba zauważyłam rysy wilka, leżącego we krwi. Widok przeraził mnie jak zwykle. Sytuacja była podobna do tej co zdarzyła się w nocy. Czy przed de mną był sprawca? Kto to jest?
Oczy mordercy zwróciły się w moją stronę. Błysk w tych ślepiach oznajmiał tylko śmierć. Nim zdążyłam zareagować, basior był już obok mnie szepcąc do mnie tylko dwa słowa:
- Jesteś bezpieczna. - kątem oka zauważyłam jak jego pysk pokrywa delikatny uśmiech.
Poczułam ciepło na swym policzku. Objął mnie delikatnie. Ciało w dali usuwało się w cień. Zapominałam o nim. O krwi, o tamtym wilku. Poczułam, że na prawdę jestem bezpieczna.
środa, 24 kwietnia 2013
piątek, 5 kwietnia 2013
Rozdział 6. Płomienny Wróg
Ku mym oczom ujrzałam przepiękne ruiny starego klasztoru , który niegdyś
wznosił się na zboczu klifu , u wybrzeżu oceanu. Wiatr tu był silny ale
przyjacielski. Zapach rozkwitających stokrotek na pobliskiej łące
docierał aż tu. Pnącza , które już dawno owinęły się wokół ruin dodawały
klasztorowi więcej uroku.
Zachwycając się pięknem ruin weszłam do nich przez stare , zniszczone drzwi , na których można było jeszcze ujrzeć krzyż. Kamienne płyty , po których szłam były zimne...
Nagle przystanęłam , bo ujrzałam coś co mnie kompletnie zachwyciło. Otóż przed de mną ukazał się stary witraż przedstawiający anioła.
- Nie wiem co powiedzieć... - byłam za bardzo oszołomiona pięknem witraża. - Oh , Sebastianie... - i tu mą wypowiedź przerwał szyderczy śmiech.
Natychmiast podniosłam łeb (zrobił to też Sebastian) i ujrzałam wilka z czerwoną włócznią jak płomienie ognia.
- Minęło sporo lat , Sebastianie...
Zachwycając się pięknem ruin weszłam do nich przez stare , zniszczone drzwi , na których można było jeszcze ujrzeć krzyż. Kamienne płyty , po których szłam były zimne...
Nagle przystanęłam , bo ujrzałam coś co mnie kompletnie zachwyciło. Otóż przed de mną ukazał się stary witraż przedstawiający anioła.
- Nie wiem co powiedzieć... - byłam za bardzo oszołomiona pięknem witraża. - Oh , Sebastianie... - i tu mą wypowiedź przerwał szyderczy śmiech.
Natychmiast podniosłam łeb (zrobił to też Sebastian) i ujrzałam wilka z czerwoną włócznią jak płomienie ognia.
- Minęło sporo lat , Sebastianie...
- Ardor... (pl. żar) - wyszeptał Sebastian i stanął przed de mną...
Czuć było napiętą atmosferę. Ucichły ptaki , wiatr przestał wiać. Ardor
uśmiechnął się tajemniczo. Sebastian wysunął swe jakże ostre pazury. I
nagle , w mgnieniu oka rozpoczęła się walka. Sebastian majestatycznie
"latał" po niebie robiąc różne obroty i atakując przy tym basiora.
Natomiast Ardor zaciekle się bronił. W pewnej chwili zabłysł płomień ,
czerwono-żółty. Włócznia cała płonęła nie raniąc tylko Ardora. Walka
była zaciekła , ja jedynie mogłam się przyglądać...
Trawa zaszeleściła , a drzewa jakby się kłaniały przed płomieniami.
Kwiaty skryły się w cieniu , a ptaki odleciały z szybkim trzepotem
skrzydeł. Słońce przysłoniły ciemne chmury burzowe. Jedyne światło ,
które błyskało się w około były przepiękne , czerwone płomienie.
Słychać jedynie było dźwięk stali uderzanej o pazury. Był to piękny , a za razem budzący dreszcz na plecach odgłos. Wiatr delikatnie muskał me ciało , a mój wzrok był skierowany ku walczącym. Zaciekła była to walka... Gdzieś pomiędzy płomieniami spostrzegłam czerwony błysk ale nie był to błysk ognia... Nagle na mój nos kapnęła kropla krwi. Starłam ją od razu , a gdy do góry się spojrzałam zobaczyłam widok nie spotykany.
Sebastian poderżnął gardło , jednym , niesamowitym ciosem. Krew spływała i tryskała... W ciele Ardora znalazła się także jego własna włócznia. Krzyk jego przerażenia , a za razem goryczy przegranej usłyszeć się dało z najdalszych zakątków terenu Watahy Black Wolves.
Z hukiem jego ciało opadło bezwładnie. Krew spływała po jego ciele , tworząc przy nim piękny strumień czerwony , który przez nierówność terenu zaczął spływać po stoku wzgórza , aż z cichym pluskiem wpadł do pobliskiej rzeczki. Sebastian stanął na ziemi , w ogóle nie zraniony.
- Heh... zniszczył takie piękne miejsce... cóż... - westchnął basior spoglądając na zwłoki.
Obrzydzał mnie widok krwi. Wtedy przez głowę przeleciało mi wspomnienie... Noc , którą znienawidziłam... Noc , która odebrała mi Azyla... Serce mnie zaczęło boleć. Zmasakrowane ciało ukochanego , to straszny był widok.
- Źle się czujesz...? - spytał Sebastian.
- Nie... - odparłam szybko.
Jednak wyczuł , że to sobie przypomniałam , bo przytulił mnie i pocałował w czoło... Ciepło jego ciała uspokoiło mnie , a pocałunek , choć tak delikatny i czuły , sprawił , że zapomniałam o tamtej nocy...
Słychać jedynie było dźwięk stali uderzanej o pazury. Był to piękny , a za razem budzący dreszcz na plecach odgłos. Wiatr delikatnie muskał me ciało , a mój wzrok był skierowany ku walczącym. Zaciekła była to walka... Gdzieś pomiędzy płomieniami spostrzegłam czerwony błysk ale nie był to błysk ognia... Nagle na mój nos kapnęła kropla krwi. Starłam ją od razu , a gdy do góry się spojrzałam zobaczyłam widok nie spotykany.
Sebastian poderżnął gardło , jednym , niesamowitym ciosem. Krew spływała i tryskała... W ciele Ardora znalazła się także jego własna włócznia. Krzyk jego przerażenia , a za razem goryczy przegranej usłyszeć się dało z najdalszych zakątków terenu Watahy Black Wolves.
Z hukiem jego ciało opadło bezwładnie. Krew spływała po jego ciele , tworząc przy nim piękny strumień czerwony , który przez nierówność terenu zaczął spływać po stoku wzgórza , aż z cichym pluskiem wpadł do pobliskiej rzeczki. Sebastian stanął na ziemi , w ogóle nie zraniony.
- Heh... zniszczył takie piękne miejsce... cóż... - westchnął basior spoglądając na zwłoki.
Obrzydzał mnie widok krwi. Wtedy przez głowę przeleciało mi wspomnienie... Noc , którą znienawidziłam... Noc , która odebrała mi Azyla... Serce mnie zaczęło boleć. Zmasakrowane ciało ukochanego , to straszny był widok.
- Źle się czujesz...? - spytał Sebastian.
- Nie... - odparłam szybko.
Jednak wyczuł , że to sobie przypomniałam , bo przytulił mnie i pocałował w czoło... Ciepło jego ciała uspokoiło mnie , a pocałunek , choć tak delikatny i czuły , sprawił , że zapomniałam o tamtej nocy...
Rozdział 5. Tajemnicze Polecenie
Obudziłam się nazajutrz. Ciepłe promienie słońca wpadły przez wejście do
jaskini , oświetlając każdy jej zakątek. Przeciągnęłam się i
rozejrzałam w koło. Jednak nigdzie nie mogłam ujrzeć Sebastiana.
Natomiast przy mnie leżał dorodny zając.
Brzuch burczał mi głośno , więc łapczywie zaczęłam jeść zwierzynę. Po krótkim śniadaniu wyszłam na zewnątrz. Poranna rosa migotała wśród traw , ptaki latały z drzewa na drzewo , a lekki wiatr hulał po polanie.
Zaczęłam iść przed siebie mijając spokojny potok. Szum drzew był taki uspakajający , a śpiew ptaków był taki radosny. Z uśmiechem szłam przed siebie. Po tym nie długim spacerku doszłam do skarpy , z której widać było wielkie morze z białymi bałwanami...
Wysłuchałam jego polecenia i zamknęłam oczy... Wiatr zawirował obok mnie i poczułam pod sobą , nie miękką trawę lecz zimne kamienne płyty... Otworzyłam oczy.
Brzuch burczał mi głośno , więc łapczywie zaczęłam jeść zwierzynę. Po krótkim śniadaniu wyszłam na zewnątrz. Poranna rosa migotała wśród traw , ptaki latały z drzewa na drzewo , a lekki wiatr hulał po polanie.
Zaczęłam iść przed siebie mijając spokojny potok. Szum drzew był taki uspakajający , a śpiew ptaków był taki radosny. Z uśmiechem szłam przed siebie. Po tym nie długim spacerku doszłam do skarpy , z której widać było wielkie morze z białymi bałwanami...
Wzięłam głęboki wdech i wydech. Zamknęłam na chwile oczy by w spokoju
wsłuchiwać się w naturę. Usłyszałam wnet kroki , dostojne ale ciche...
Otworzyłam oczy i jednocześnie zwróciłam swój pysk w stronę
nadchodzącego. Nim był on... Sebastian. Kroczył w moją stronę. Serce
zabiło mi szybciej. Teraz dopiero spostrzegłam jaki on jest
przystojny... Stanął przed de mną i spojrzał w me oczy. Wiatr zawiał
przyjaźnie tańcząc jakby pośród traw. Staliśmy tak w milczeniu
spoglądając na siebie nieustannie. Wtem odzewał się pierwszy on...
- Hybrydo...chciałbym Ci coś pokazać. - powiedział tajemniczo. - Zamknij swe oczy , a gdy powiem już , twórz je znów.Wysłuchałam jego polecenia i zamknęłam oczy... Wiatr zawirował obok mnie i poczułam pod sobą , nie miękką trawę lecz zimne kamienne płyty... Otworzyłam oczy.
Rozdział 4. Stworzenie w mroku
Szłam samotnie po przez pustynię uschłej trawy. Zbliżała się jesień ,
więc ten widok nie zaskakiwał mnie. Złote drzewa uginały się pod
wiatrem. Malutkie promienie słoneczne oświetlały lekko drogę ku północy.
Wdychałam powietrze spokojnie i powoli by nacieszyć się pogodą , która
jeszcze nie była taka zła.
Gdy mijałam już zakręt usłyszałam lekki szelest jednak nie zwróciłam uwagi na ten odgłos. Zachodni wiatr rozwiał mą grzywkę , aż gdy zbliżałam się ku Lasu Prawdy (Forest Truth) spostrzegłam coś co zaniepokoiło mnie. W głębi , między drzewami spostrzegłam płonące jak ogień oczy koloru czerwonego. Najpierw przez myśl przeleciała mi , że to mógł być Sebastian jednak ów stwór był większy. Jego aura zła otaczała go. Wiatr zmienił się na północny , a słońce całkiem znikło. Zanim się zorientowałam coś ugodziło mnie w klatkę piersiową. Złapałam się za ranę i spojrzałam za siebie. Jak cień przemknął koło mnie ten czarny stwór. Nagle usłyszałam skowyt bestii. Walczyła z czymś , a raczej z kimś. Po chwili wszystko ucichło...
Gdy mijałam już zakręt usłyszałam lekki szelest jednak nie zwróciłam uwagi na ten odgłos. Zachodni wiatr rozwiał mą grzywkę , aż gdy zbliżałam się ku Lasu Prawdy (Forest Truth) spostrzegłam coś co zaniepokoiło mnie. W głębi , między drzewami spostrzegłam płonące jak ogień oczy koloru czerwonego. Najpierw przez myśl przeleciała mi , że to mógł być Sebastian jednak ów stwór był większy. Jego aura zła otaczała go. Wiatr zmienił się na północny , a słońce całkiem znikło. Zanim się zorientowałam coś ugodziło mnie w klatkę piersiową. Złapałam się za ranę i spojrzałam za siebie. Jak cień przemknął koło mnie ten czarny stwór. Nagle usłyszałam skowyt bestii. Walczyła z czymś , a raczej z kimś. Po chwili wszystko ucichło...
Rozległ się krzyk , przeraźliwy krzyk.Kruki zakrzaczały na drzewach
unosząc powłokę śmierci , a drzewa jakby kłaniały się przed panią
Śmierci.
Gdy księżyc za głebi czarnych chmur wyszedł polanę oświetlił blask ów , a
wtedy zobaczyłam Sebastiana stojącego nad martwym stworzeniem. Cały był
we krwi , a wilk stwór zmasakrowany. Jego ciało leżało bez życia i w
okolicy (1-2 metrów) widać było kości i kałuże krwi.
Sebastian spojrzał na mnie , a gdy przeniósł wzrok na mą klatkę pierwsiową od razu do mnie podszedł.
- Nic mi nie jest. - odparłam szybko.
- Nie... - przytknął swą łapę w miejscu rany.
[po 10 minutach]
Założył mi bandaż w pobliskiej jaskini. Rozpalił ognisko by było ciepło ,
a nawet upolował szarego zająca. Lekko uśmiechnęłam się do niego , a
potem głosem wdzięczności powiedziałam :
- Dziękuję , że mnie uratowałeś , Sebastianie...
Po raz pierwszy wypowiedziałam jego imię. Spojrzał się na mnie , a potem
podszedł powolnym krokiem. Z każdym krokiem przybliżał się do mnie...
Był tak blisko... Jego odech było już czuć... Aż wyrwałam się sama i
pocałowałam go tak jak nikogo przedtem...
Rozdział 3. Spacer w mroku
Następny poranek był także ponury jak poprzedni. Lekka mgła unosiła się
nad czarną ziemią. Był środek jesieni. Chłodny wiatr od wschodu wiał
między drzewami. Siedziałam w pustej jaskini. Otoczenie wokół mnie było
ciche. Wszyscy spali... Wstałam z zimnej skały i wyszłam na lekką
mżawkę. Zaczęłam iść ku ni kąt. Po prostu chciałam pozostać sama. Dzień
wydawał mi się nocą. Czarne chmury nadal znajdowały się na niebie. Żaden
promyk słońca nie przebił się przez nie.
Nagle poczułam coś zimnego gdy postawiłam łapę. Spojrzałam pod nogi , a tam zobaczyłam kałużę krwi i leżącego nieopodal królika. Jego wnętrzności były na wierzchu. Pierwszy raz w życiu przerażał mnie ten widok. Pobiegłam na przód nad urwisko.
Uroniłam łzę , która spadła w ciemną otchłań. Nic nie potrafiło przywrócić mi radości , uśmiechu... Usiadłam smutna i pełna rozpaczy. Nagle poczułam ten wiatr. Zachodni wiatr , który obijał mi się o grzbiet. Odruchowo odwróciłam łeb i zobaczyłam go. Stojącego dumnie ale zarazem mrocznie. Patrzył swymi krwistymi oczami we mnie. Sebastian...
Nie odezwałam się ani słowem. Jedyne co dało się usłyszeć to powiew tego zachodniego wiatru. On podszedł do mnie powoli i łapą otarł mój policzek z łez.
- Nie płacz. Nie ma po co płakać.
"Jak mógł tak mówić." - pomyślałam. Wtedy zaczął padać lekki deszcz. Krople spływały po mej sierści. Sebastian spoglądał we mnie jak w obrazek.
- Twój płacz nie zwróci mu życia. - założył mi grzywkę za ucho wraz z czerwoną różą. - Co mam zrobić by zagościł na tej twarzy uśmiech ? - objął mój policzek.
Wiatr zawiał mocniej , a deszcz bardziej się nasilił. Nie miałam co się uśmiechać. Po tym jak straciłam syna , a potem Azyla ? Nie mogłam... Po prostu nie mogłam. Spojrzałam w jego krwiste oczy. Nic nie zdradzały.
- Hybrydo... - wypowiedział me imię słodko. -Nie chcę stracić Cię w otchłani rozpaczy. - przybliżył się do mnie. - Nie płacz już. - lekko pocałował mnie.
Zdziwiło mnie to jednak uczucie , które przeszyło mnie było pełne ciepła... Gdy zamknęłam przez chwile oczy , a potem je otworzyłam go już nie było. Dopiero teraz spostrzegłam , że wiatr ucichł , deszcz zniknął , a mnie nadal przeszywało ciepłe uczucie. Podniosłam wzrok ku niebu i spostrzegłam lekko wyłaniające się słońce. Lekko uśmiechnęłam się...
Nagle poczułam coś zimnego gdy postawiłam łapę. Spojrzałam pod nogi , a tam zobaczyłam kałużę krwi i leżącego nieopodal królika. Jego wnętrzności były na wierzchu. Pierwszy raz w życiu przerażał mnie ten widok. Pobiegłam na przód nad urwisko.
Uroniłam łzę , która spadła w ciemną otchłań. Nic nie potrafiło przywrócić mi radości , uśmiechu... Usiadłam smutna i pełna rozpaczy. Nagle poczułam ten wiatr. Zachodni wiatr , który obijał mi się o grzbiet. Odruchowo odwróciłam łeb i zobaczyłam go. Stojącego dumnie ale zarazem mrocznie. Patrzył swymi krwistymi oczami we mnie. Sebastian...
Nie odezwałam się ani słowem. Jedyne co dało się usłyszeć to powiew tego zachodniego wiatru. On podszedł do mnie powoli i łapą otarł mój policzek z łez.
- Nie płacz. Nie ma po co płakać.
"Jak mógł tak mówić." - pomyślałam. Wtedy zaczął padać lekki deszcz. Krople spływały po mej sierści. Sebastian spoglądał we mnie jak w obrazek.
- Twój płacz nie zwróci mu życia. - założył mi grzywkę za ucho wraz z czerwoną różą. - Co mam zrobić by zagościł na tej twarzy uśmiech ? - objął mój policzek.
Wiatr zawiał mocniej , a deszcz bardziej się nasilił. Nie miałam co się uśmiechać. Po tym jak straciłam syna , a potem Azyla ? Nie mogłam... Po prostu nie mogłam. Spojrzałam w jego krwiste oczy. Nic nie zdradzały.
- Hybrydo... - wypowiedział me imię słodko. -Nie chcę stracić Cię w otchłani rozpaczy. - przybliżył się do mnie. - Nie płacz już. - lekko pocałował mnie.
Zdziwiło mnie to jednak uczucie , które przeszyło mnie było pełne ciepła... Gdy zamknęłam przez chwile oczy , a potem je otworzyłam go już nie było. Dopiero teraz spostrzegłam , że wiatr ucichł , deszcz zniknął , a mnie nadal przeszywało ciepłe uczucie. Podniosłam wzrok ku niebu i spostrzegłam lekko wyłaniające się słońce. Lekko uśmiechnęłam się...
Rozdział 2. cz. 2 Krwawe Oczy
Podniosła się czarna mgła. Wiatr silnie zawiał , a ja spoglądałam wte
czerwone oczy jak krew. Przez łzy spytałam : -Kim jesteś? - on jednak
milczał.
Czułam jak lekki dreszcz przebiega mi po ciele. Znów zawiał silny wiatr od wschodu , a po chwili zaczęło lekko kropić. Wiatr mocniej wiał obijając się o drzewa. Nić pajęcza niegdyś wisiała między dwoma dębami teraz unosił ją wiatr. Czarny kruk usiadł na ciemnym drzewie i przeraźliwy odgłos wydał. Wilk spoglądał na mnie , a ja na niego. Wtem poczułam jak ziemia drży , a nieznajomy podchodzi do mnie. Łza błękitna popłynęła po policzku i spadła na ciernistą ziemię. Wilk podszedł do mnie tak blisko , że nasze pyski prawie się stykały. Wtedy pojawiła się czerwona róża , którą trzymał wilk. Delikatnie i mrocznie założył mi ją za ucho. Drżałam z przerażenia i smutku. Wiatr uderzył o mój grzbiet... Krople stawały się mocniejsze. W następnej chwili wilk szepnął mi do ucha jedno słowo:
- Sebastian.
A gdy mrugnęłam zniknął w mroku...
Czułam jak lekki dreszcz przebiega mi po ciele. Znów zawiał silny wiatr od wschodu , a po chwili zaczęło lekko kropić. Wiatr mocniej wiał obijając się o drzewa. Nić pajęcza niegdyś wisiała między dwoma dębami teraz unosił ją wiatr. Czarny kruk usiadł na ciemnym drzewie i przeraźliwy odgłos wydał. Wilk spoglądał na mnie , a ja na niego. Wtem poczułam jak ziemia drży , a nieznajomy podchodzi do mnie. Łza błękitna popłynęła po policzku i spadła na ciernistą ziemię. Wilk podszedł do mnie tak blisko , że nasze pyski prawie się stykały. Wtedy pojawiła się czerwona róża , którą trzymał wilk. Delikatnie i mrocznie założył mi ją za ucho. Drżałam z przerażenia i smutku. Wiatr uderzył o mój grzbiet... Krople stawały się mocniejsze. W następnej chwili wilk szepnął mi do ucha jedno słowo:
- Sebastian.
A gdy mrugnęłam zniknął w mroku...
Rozdział 2. cz. 1 Dzień Żałoby
Świat stał się szary i taki smutny... Właśnie siedziałam przy grobie
Azyla płacząc cały czas. Najpierw straciłam syna , a teraz męża. Zimny
wiatr zawiał , a liście z drzew spadały. Trawa przybrała ciemnej barwy ,
a ziemia stała się chłodna. Słońce nie wyszło tego poranka. Dzisiejszy
dzień był pełny smutku i bólu. Moje łzy , zimne spadały na kamienny grób
Azyla. Wtem usłyszałam szelest i wiatr zawiał przy mnie lekko.
Podniosłam łeb do góry , a przed de mną zobaczyłam wilka. Czarnego jak
mrok z oczami przypominającymi krew...
Rozdział 1. Tajemnicza Postać
Spacerowałam wraz z Azylem po polanie oświetlonej promieniami księżyca.
Gwiazdy świeciły jasno jak księżyc. Na niebie nie było żadnej chmury do
póki...
Nagle niebo przysłoniły czarne chmury. Podniosła się czarna tajemnicza mgła. Ja i Azyl rozglądaliśmy się nie wiedząc co się dzieje. Po chwili usłyszałam świst. Odwróciłam się. Ale nic nie zobaczyłam. Nagle usłyszałam dźwięk , odwróciłam się w stronę Azyle jednak go już nie było. Coś spadło mi na nos. Była to krew. Spojrzałam w górę.
Czerwony deszcz zwany też krwistym deszczem. Rozglądałam się za Azylem i nagle tuż przed de mną spadł z nieba (dosłownie) martwy Azyl. Był obtarty częściowo ze skóry. Nad Azylem zobaczyłam postać , nie człowieka , jakiegoś zwierzęcia.
Mgła opadła , chmury odeszły. Postać zniknęła , a descz przestał padać. Podeszłam do Azyla cała zapłakana.
Nagle niebo przysłoniły czarne chmury. Podniosła się czarna tajemnicza mgła. Ja i Azyl rozglądaliśmy się nie wiedząc co się dzieje. Po chwili usłyszałam świst. Odwróciłam się. Ale nic nie zobaczyłam. Nagle usłyszałam dźwięk , odwróciłam się w stronę Azyle jednak go już nie było. Coś spadło mi na nos. Była to krew. Spojrzałam w górę.
Czerwony deszcz zwany też krwistym deszczem. Rozglądałam się za Azylem i nagle tuż przed de mną spadł z nieba (dosłownie) martwy Azyl. Był obtarty częściowo ze skóry. Nad Azylem zobaczyłam postać , nie człowieka , jakiegoś zwierzęcia.
Mgła opadła , chmury odeszły. Postać zniknęła , a descz przestał padać. Podeszłam do Azyla cała zapłakana.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)