czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 8. Deszcz Drzew

Ogłoszenie Parafialne
Od dzisiaj (23.05.13) zacznę wstawiać akapity pod postacią dziesięciu spacji. Chodź nie jestem w tym zbyt dobra (w robieniu wcięć) to i tak spróbuję je wstawiać.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

         Pusty mrok powoli znikał wraz z otwarciem ślepi. Sen zamieniał się w realny świat niczym popiół w pył. Gdzieś w oddali mignęła mi sylwetka śnieżnego królika żyjącego pośród traw. Przepiękny słowik z rdzawymi piórami niczym kameleon wtopił się w korę drzewną. Ziemię częściowo pokrywały suche liście opadłe beztrosko z korony lasu. Leżałam w ciepłej jaskini nasiąkniętej promieniami słońca. Niebo bez skazy idealnie otaczało gwiazdę.
          Leniwie wstałam wyciągając się niczym zaspany kot. Stanęłam na równe nogi rozglądając się za czarnym wilkiem, który jeszcze wczoraj wieczorem przy mnie był. Bez namysłu delikatnie postawiłam łapy na chłodnej od rosy trawy. Zaczerpnęłam świeżego powietrza jakbym od dłuższego czasu nie zaznała takiej słodyczy wiatru.
          Leśne zwierzęta dopiero co obudziły się ze snu tak jak ja. Kompletnie zapomniałam co śniło mi się w nocy lecz nie miałam zamiaru wracać myślami do tego. Postanowiłam iść dalej swą nową ścieżką i nie przejmować się już przeszłością.
          Raz jeszcze zaciągnęłam świeżego powietrza, słodkiego od usychających kwiatów. Przeszłam się kawałek stąpając ospale po miękkiej trawie. Czułam się jak mrówka przy ogromnych, starych drzewach, które rosły od dłuższego czasu niż ja żyłam. Gdzieś w koronie usłyszałam jak mała wiewiórka skacze po gałęziach aby dostać się do żołędzia, a w innej części lasu dzięcioł nieustanie stukał w korę.
          Spacerowałam tak wsłuchana w odgłosy lasu i zamyślona. Leniwie stawałam każdy krok. Czułam się taka lekka, gdy stawiałam za każdym razem łapę na trawie. Przystanęłam zamykając na chwilę swe ślepia aby wyraźniej usłyszeć to co wokół zdawało się takie bliskie ale nadal dalekie. Czułam jak chłodni wiaterek hula sobie w około jakby tańczył w rytm spokojnej muzyki. I tak też było. Odgłosy lasu zgrywały się tak jak spokojna piosenka.
          Otworzyłam swe ślepia po tym jak znikąd coś musnęło mnie delikatnie w noc. Wokół mnie niczym deszcz spadały z góry rozmaitej wielkości i koloru liście. Przypominało to taniec do spokojnej jak polny strumyk muzyki wydawanej przez las. Widok ten był nieziemski. Stałam tak minutami ciesząc się zabawą lasu.